Home Zasłuchanie w Słowo Świadectwa

Świadectwa z Zasłuchań


Świadectwo z Lectio divina w Chorwacji - czerwiec 2014

 

Nie potrafię za bardzo pisać, ale postaram się to zrobić jak najlepiej.

Wiele razy rozważałam Słowo Boże, Słowo, które zmienia i uczy mnie jak lepiej żyć, ale to mi nie wystarczało. W czerwcu, w miejscowości Baszkim Osztariama (Chorwacja), mieliśmy rekolekcje w ciszy ze Słowem Bożym (Lectio divina). Pierwszy raz byłam w zupełnej ciszy. Cisza, która była bardzo ,,głośna", na początku bardzo się jej bałam. Zawsze lubiłam ciszę, ale teraz zobaczyłam,że tak na prawdę przed nią uciekam. Zobaczyłam, że jestem uzależniona od hałasu: wciąż mam włączone radio, lub telewizor, albo jestem wśród ludzi, ciągłych rozmów. Wszystko to było moją ucieczką przed spotkaniem z Jezusem, przed byciem z Nim sam na sam. Uciekałam od tego, aby nie usłyszeć prawdy o sobie, takiej prawdy która nie będzie mi się podobała. Ale Jezus zna moje serce, zna mnie osobiście taką jaką jestem. Im więcej byłam w ciszy, tym więcej mi się ona podobała. Jezus zaczął przemawiać przez Słowo, a ja powoli zaczęłam Jego słyszeć i rozumieć. Jezus pokazał mi moją niepewność, że zawsze szukam pewności u kogoś albo w czymś. Zamiast w całości oddać się w Jego ręce.

Posłuchaj – mówi Jezus – Ja  ciebie nigdy nie zostawię. Posiane ziarno Jego miłości we mnie jest dla mnie łaską.

Mogę jeszcze powiedzieć to, że Lectio divina to są najlepsze rekolekcje i bardzo potrzebne dzisiejszemu człowiekowi, który żyje w wielkim hałasie, co nie pozwala mu się spotkać z Jezusem – Słowem.

Wyjść zza wewnętrznych i zewnętrznych murów, wejść w ciszę, iść na łono przyrody, gdzie otworzą się oczy na całe piękno, na kwiaty, drzewa, ptaki, wiatr, słońce. I to wszystko podziwiasz całym swoim sercem.

Dziękuję Siostrom Uczennicom Krzyża, Agacie i Sarze, które okazały nam dużo miłości, i pokazały swoim życiem jak żyć Słowem Bożym w codzienności. I zachęcały nas do tego, byśmy i my tak starali się żyć.

Staram się teraz każdy dzień zacząć ze Słowem Bożym, i przynajmniej na krótką chwilę zostać z Jezusem w ciszy. Pragnę być wytrwała i posłuszna Słowu. Z niecierpliwością czekam na następną okazję, by móc być w ciszy, Słowo i ja.

Ljilja.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

świadectwo z Wielkopostnego zasłuchania - 2014

 

Wołaj do Ducha, żeby Słowo przebywało w tobie, dotykało, nawracało, żeby było płodne i przynosiło obfity owoc. Wołaj do Ducha, żeby On czynił twoje życie zasłuchanym. Wołaj, a On przyjdzie i pomoże ci rozumieć i zrodzi w tobie modlitwę. Duch Święty przyszedł i poprowadził mnie w czasie Wielkopostnego Zasłuchania w Słowo do doświadczenia Ojca, który mówi: „JA JESTEM, Ja byłem z tobą w całej historii twojego życia, jestem w tym wszystkim, co obecnie przeżywasz i będę przy tobie zawsze, gdziekolwiek się udasz, na wszystkich twych drogach, i będę ci błogosławił, bo kocham cię. Nie dlatego, że zasługujesz, że ci się należy moja miłość. Kocham cię, bo cię wybrałem, bo jesteś moim najdroższym skarbem, ukochanym dzieckiem.” Poczułam się bezpiecznie. Ojciec patrzy na mnie z miłością – czy śpię, czy się modlę, czy pracuję, czy jestem akurat mocna, czy słaba… i bez względu na to, co ja sama o sobie myślę.

Anna

 

 

świadectwa z Męskiego Zasłuchania...



Walka Jakuba nad potokiem Jabbok i nawrócenie św.Pawła na drodze do Damaszku  - w samym centrum ostatniego zasłuchania dla mężczyzn na Golęcinie
Dwa bardzo mocne wydarzenia z historii dwóch biblijnych gigantów z różnych epok, pokazują w jak  przedziwny i gwałtowny sposób, potrafi Bóg  wychodzić na spotkanie „twarzą w twarz” ze swoimi najwierniejszymi sługami . Szczególnie wnikliwie analizowany i obmodlony na drodze lectio divina  fragment z  32 rozdziału Księgi Rodzaju przybliżył mi zmagania Jakuba, którego determinacja w uzyskaniu błogosławieństwa od samego Boga spowodowała aż konieczność walki . 
Przy pomocy prowadzącego – ks. Piotra - stawiałem sobie kluczowe pytania , na które szukałem własnych odpowiedzi. 
Czy w moim życiu duchowym zdarza mi się walczyć z Panem Bogiem ? W jakich sprawach i  dlaczego z nim walczę ? W jakim celu Bóg chce ze mną walczyć? Czy mam cierpliwość wobec Boga ? Czy byłbym w stanie przeżyć moje spotkanie z Bogiem twarzą w twarz  tak jak Mojżesz ,Eliasz czy Jakub ? Jak będzie wyglądało moje spotkanie z Bogiem twarzą w twarz w chwili śmierci ? Czy tak, jak w przypadku Jakuba, moje mocowania z Panem Bogiem prowadzą do mojego umocnienia ? 
Atmosfera ciszy i rozmodlenia, wzmacniająca świadomość współobecności w duchowych zmaganiach  50 braci przyniosła mi (etatowemu buntownikowi) uspokojenie i wdzięczność za to, co już w swoim życiu osiągnąłem : kochającą żonę i dzieci ,wielu przyjaciół, życie we wspólnocie Kościoła i dobrą pracę. We wszystkich tych sferach nie sposób nie walczyć aby było jeszcze lepiej. Nie muszę tego jednak robić strzelając „kulami na oślep”.  Mogę to robić spokojniej, cierpliwie i wytrwale trzymając Boga za rękę , aby udzielał mi Swojego błogosławieństwa. A Jemu, tak jak dobremu Ojcu zależy na moich małych i dużych zwycięstwach , szczególnie takich ,które z pozoru wyglądają na moją porażkę. Chociaż to takie trudne często do zrozumienia , ale chcę wierzyć ,że Bóg poprzez moje doświadczenie walki chce mnie dodatkowo zahartować i umocnić, aby następnie jeszcze obficiej rozlać Swoje błogosławieństwo. 

Jakub / 26-01-2014

 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

„Jakubowa droga”

Jeśli jak Jakub zostałeś sam,
Jeśli zmagasz się nocą aż do jutrzenki świtu,
Jeśli pragniesz błogosławieństwa:
-   mimo zniechęcenia, zranienia, osłabienia, 
idź dalej i proś o błogosławieństwo,
-   jeśli ustajesz, a znasz drogę i cel, 
idź dalej i proś o błogosławieństwo,
-   a  jeśli szum, wątpliwości i mgła, 
idź dalej i proś o błogosławieństwo,
-   nawet jeśli idziesz ubłocony, upadły lub znieprawiony, 
idź dalej i proś o błogosławieństwo,
-  i  jeśli Bóg wciąż pozwala ci iść, 
idź dalej i proś o błogosławieństwo,
-   a jeśli czasem musisz się zmagać, walcz w imię miłości,
i proś o błogosławieństwo…

Droga, w niej jest wszystko:
i cel i sens, 
przestrzeń i czas,
i trud i kres
lecz póki…

Idź dalej i proś o błogosławieństwo.


Leszek
Szczecin, Golęcino, 26.01.2014 r.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

 

świadectwa z rekolekcji Lectio Divina w Myśliborzu

 

28.12.2014 - 05.01.2014

 

 

Już na samym początku rekolekcji poruszyło mnie Słowo: „sam nie wie jak” i zobaczyłam, że Słowo Boże rzeczywiście dział, a ja sama nie wiem w jaki sposób to się dzieje, ale słuchając i roważając Słowo Bóg nieustannie mówił, odpowiadał przez Słowo na moje pytania, pokazywał źródła grzechu oraz bardzo pocieszał. A ja cały czas nie wiem jak to się działo, przedziwna tajemnica!

Siostra Irma

* * *

Jadąc na te rekolekcje nie wiedziałam dokładnie co mnie czeka.
Kilka lat temu Pan pokazał mi drogę życia (powołania), ale ja nie mogłam na nią wejść, Czu;łam, że coś jest nie tak z moim życiem duchowym. Na tych rekolekcjach zobaczyłam co. Nie miałam dobrej relacji z Panem Bogiem, mimo tego, że od 4 lat starałam się codziennie rozważać Pismo Święte, to traktowałam Słowo Boże powierzchownie, ono nie mogło we mnie wzrastać, pod wpływem trudności, doświadczeń zostawiałam Jezusa i Jego naukę, nie byłam Mu wierna Bóg nie był w centrum mojego życia, a przez to nie potrafiłam rezygnować z siebie, o własnych siłach się nie udawało .
„Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje” (Mk 8,34)
Ja przed Krzyżem uciekałam, nie widziałam tej Paschy, tego przejścia i bałam się doświadczeń.
Co się dokonało:
- zostałam pouczona jak być uczniem Pana Jezusa
- zobaczyłam swoje życie i powołanie w świetle Ewangelii
- zeszłam do tych moich ciemności, lęków razem z Jezusem, by z Nim zmartwychwstać do nowego życia. Duch Święty dał mi nowe serce, nową naturę, zmienił moje myślenie
- moja przeszkoda, to, co mnie oddzielało od Pana Boga zostało usunięte
- na koniec otrzymałam słowa, ze minął czas mojego oczekiwania na realizację powołania. Teraz Pan Bóg jest w centrum mojego żucia i z Nim postawię nowy krok na mojej drodze.
Ożyły we mnie Słowa:
„Teraz już nie ja żyję, leczy żyje we mnie Chrystus”
Bogu niech będą dzięki, przez Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie

Kasia

 

* * *


W tym roku po raz trzeci uczestniczyłam w rekolekcjach Lectio Divina. Są one dla mnie jak roczny urlop (sam na sam) z Bogiem. Po raz drugi byłam na nich w Myśliborzu. Jestem wdzięczna osobom tworzącym ten czas modlitwy, gdyż rzeczywiście doświadczam w nich wejścia w nurt płynącej do Boga modlitwy zarówno prowadzących jak ich uczestników.
Rozważając Ewangelię Marka, Słowo – Jezus mocno dotykało mojego serca wydobywając na światło głęboko tłumione przez mnie pragnienia. Odkryłam, że „moje” pragnienia są Jego pragnieniami – Bóg we mnie pragnie tego, co po ludzku wydaje się być niemożliwe. Takie poznanie pomaga mi odważnie podejmować wysiłek, by je realizować, wiedząc, że sam Jezus stoi po ich stronie, że to Jego sprawa, a nie tylko moja. To Słowo prowadzi mnie w życie.
Dodam jeszcze, że taki czas „urlopu sam na sam z Bogiem” zacieśnia moją więź z Jezusem, stajemy się sobie bliżsi. Jeśli ktoś, kto czyta to świadectwo tego pragnie, warto zostawić na parę dni swoją codzienność: podjąć trud bycia sam na sam z Panem w Jego Słowie.

Siostra

 

* * *

Moje rekolekcje Lectio Divina z Ewangelią Św. Marka to pierwsze rekolekcje Lectio Divina w moim życiu.
Jezus znalazł sposób, aby dotrzeć do mego serca i pozwolił mi usłyszeć w czasie spowiedzi wezwania do powrócenia: aby On był rzeczywiście moim Bogiem i Panem, a ja bym przestał się kręcić wokół siebie, a zaczęła wokół Niego. Tylko On może to uczynić, może przemienić moje serce. Modliłam się o to gorliwie. Jezus cierpliwy wobec uczniów będzie też cierpliwy dla mnie. Idąc za Nim do mojej Galilei, niosąc swój krzyż, cieszę się na każde z Nim spotkanie.

Siostra zakonna po ślubach wieczystych

* * *

ON ZAWALCZYŁ O MOJE SERCE
Jestem w zgromadzeniu od 20 lat, a na rekolekcje Lectio Divina jeżdze od kilku lat. Tym razem jadąc na rekolekcje myślałam sobie: ja już tyle wiem i tyle doświadczyłam, cóż nowego może się wydarzyć? I wydarzyło się! Jezus w Słowie ponownie mnie zaskoczył i zadziwił.
Delikatnie i w miłością pokazał mi prawdę o mnie, że ja w swojej codzienności nie szukam Jego, Jego samego, tylko szukam Jego darów, pomysłów, natchnień, by się nimi chwalić. Uświadomił mi, że prawie każdy dzień zaczynam słowami: Co ja dzisiaj muszę zrobić? Ja sama, bez Niego! i że bardzo zależy mi na tym, by „mieć” odmówiony brewiarz, „mieć” rozmyślanie, „być” na adoracji, „być” na Mszy Świętej i mieć spokojne sumienie, że wszystko MAM.
Takie życie już mnie bardzo męczyło i nudziło.
Na rekolekcjach Jezus zawalczył o moje serce. Przez Słowo rozbudzał we mnie tęsknotę za Nim, za spotkaniami z Nim Żywym.
Najbardziej dotknęły mnie słowa: „CHODŹ ZE MNĄ”, „TOWARZYSZ MI”, przez które Jezus dał mi poznać jak bardzo pragnie był była blisko Niego z moją codziennością i był pozwoliła Jezu się poprowadzić. W słowach „pójdę przed Wami do Galilei” powiedział mi, że On zawsze będzie na mnie czekał i nigdy ze mnie nie zrezygnuje. Będzie cierpliwie czekała na chwilę, kiedy sama zapragnę Jego. I to się stało! Sprawił, że ponownie zapragnęłam Jego samego, Żywego Jezusa, który czeka na mnie w mojej codzienności.


* * *

 

Rekolekcje Lectio Divina były czasem szeptu Jezusa do mnie: „Moja dziecino, krocz drogą nawrócenia”.
Jak kochający bezgranicznie, dał mi odczuć, że jestem dla Niego ważna i niepowtarzalna. Był to czas mojego odpoczynku przy Jezusie, a adoracja to spotkanie z Nim, podczas którego mogłam uspokoić swoje serce i umysł.
Mimo swojej kruchości, poznałam, że trwanie przy Jezusie daje pewność całkowitej akceptacji i możliwość kroczenia przy Nim nawet wówczas, gdy zaczyna się od nowa.
Zostało złożone we mnie ziarno Słowa, które z pomocą Jezusa, będzie przynosić owoc tam, gdzie powrócę z rekolekcji.
On kocha mnie tak, jak ja nie potrafię i dlatego daje mi żywe Słowo.
Jezus przywołał mnie do Siebie, bo „sam chciał” (Mk 3,13). „On mnie przenika i zna moje imię, On wie kiedy siadam i wstaję” (por. Ps 139)
Nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać

 

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po Jesiennym Zasłuchaniu

24-26 PAŹDZIERNIKA 2014r. Wisełka

 

świadectwo

 

Zaszyć się w kątku własnej ciepłej stabilizacji,gdzie wszystko da się przewidzieć,gdzie nad wszystkim da się panować....życiowe doświadczenia pokazują mi, że często tak wygląda kondycja mojego serca. Doświadczam,że spotkanie za Słowem jest dla mnie zawsze zaproszeniem do pozostawienia swojej własnej mentalności, myślenia. Słyszę to gdy Bóg mówił do Abrahama :”Wyjdź” i słyszę to w każdym słowie jakie Jezus powiedział do apostołów. Zadziwia mnie ta ciągłość w dziejach objawienia,dziejach apostolskich i ... moich dziejach. Słowo Pana jest niezwykłe bo pokazując mi moją słabość  zawsze jednocześnie daje wielkie wyzwolenie i nadzieję. Tym razem przekonało mnie przede wszystkim, by widząc siebie w prawdzie, nie zatrzymywać się długo na swojej niemocy i słabości ale wpatrywać się w Boga. 
Wiele razy „serce we mnie pałało”,wiele razy”otwierały się oczy” na Boże myślenie i drogi, ale moje serce szybko zapomina. Wiem, że trzeba walczyć by pozostać w takim Bożym patrzeniu na świat, a przede wszystkim na swoje dzieje.  Usłyszałam, że aby tak było trzeba pozostać w Jerozolimie, zostawić swoje serce w tajemnicach, które się tam wydarzyły Niezwykle mocne było dla mnie porównanie pozostania uczniów w świątyni do pozostania w świątyni swego serca.  Uczniowie „stale przebywali w świątyni wielbiąc Boga”, ja też mogę wejść do świątyni Bożej obecności w moim sercu. Doświadczam, że bez Bożej interpretacji mojego życia -moich dziejów szybo ginę, narzekam, szemram,wpadam, jak to powiedział Ojciec Piotr, w bezsens,ciemność.
W słowach z Ewangelii;”Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych;dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo”; usłyszałam wiele pytań dla siebie- dlaczego wchodzisz w swoje własne interpretacje i  myślenie;dlaczego oczekujesz od innych tego czego dać ci nie mogą; dlaczego oczekujesz od siebie zbyt wiele? itd. Ratunkiem na moje zapętlenia, brak dystansu do swoich słabości,jest ponowne zaproszenie do codziennego zatrzymywania się, wchodzenia w zażyłość ze Słowem. Proszę  cię Duchu święty prowadź mnie, bym często zatrzymywała się w izdebce swego serca.:)

Anna

 

--------------------------------------------------------------------------------------

 

Po Adwentowym Zasłuchaniu w Słowo

2013

 

To było chyba najtrudniejsze zasłuchanie jak do tej pory.Totalne zmęczenie i osłabienie psychofizyczne..Udało mi się słuchac wprowadzeń.Udało mi się zrobić jedną medytację nad słowem o Ezawie i Jakubie.Sobotę przespałam i pomyślałam ,że to bez sensu.Trzeba było zostać w domu.Ale Słowo się mną ani nie zgorszyło, ani nie opuściło mnie.Przyszło.Po cichu.Mam w sobie i Ezawa i Jakuba.Częściej słucham Ezawa.Potrzebuję przepychu, kasy,głasków innych żeby czuć się bezpiecznie.Pan Bóg się tym nie gorszy,cały czas czeka z otwartym sercem i zamkniętymi oczami jak Izaak na moje czyny nierządnicy.Bo ma nadzieję,że w końcu kiedyś oprę swe zycie na Jego Miłości.Jedynym prawdziwym bezpieczeństwie.Tymczasem podnosi mnie i ratuje i wyciaga z błota.Błogosławi.Jest niesamowity.

Eliza

 

-------------------------------------------------------

 

Wchodząc w historię Jakuba i Izaaka, czułam się w pewnym sensie jak Izaak- ten niedowidzący, zaślepiony miłością do starszego syna tak, że nie dostrzegał jego grzechów i przedkładał go nad Jakuba. Widziałam te sytuacje z mojego życia, w których nie widzę mojego grzechu, nie potrafię stanąć w prawdzie. Ostatnio wielkim wyrzutem mojego sumienia było niedostrzeganie moich grzechów. Ale w słowie Pan dał pocieszenie- Izaak chociaż nie widział, był człowiekiem wiary, to był ciągle Izaak, który był w drodze, w poszukiwaniu studni Abrahama, był w drodze do źródła. Ślepota, była dla niego paradoksalnie pomocą, aby zobaczyć więcej. Aby dostrzec także Jakuba w swoim życiu. I kiedy ja nie widzę, to jednak ciągle jestem na drodze. Ze spokojem przyjmuję moją ślepotę pamiętając, że kiedy traci się wzrok, wyostrzają się inne zmysły. Bardziej niż wzrokiem- chcę wszystkim innym trzymać się intymnej relacji z Bogiem. Zamknięcie oczu może być uśmiechem Pana Boga, bo jeśli szuka się źródła, nawet po omacku, to przecież Bóg sam do niego prowadzi i prowadzi do poznania prawdy. Bóg otwiera oczy przez poruszenia serca. Pragnę więc jeszcze bardziej patrzeć sercem.

Był to także czas dziękczynienia za błogosławieństwo moich rodziców, które towarzyszy mi przez całe życie. Czuję i widzę jak wiele jemu zawdzięczam, choć myślę, że nie jestem w stanie w obecnym życiu zobaczyć wszystkich łask, jakie dzięki temu błogosławieństwu otrzymałam. Dziękowałam także Bogu za Jego stałe błogosławieństwo nade mną i moją rodziną, którego doświadczam każdego dnia, a o czym nie zawsze pamiętam. I prosiłam, aby dalej błogosławił moją rodzinę i to małe życie które mi ofiarował. Od zasłuchania minął tydzień- każdego dnia czuję Bożą rękę nade mną. Chwała Panu!

-------------------------------------------------------

 

Bóg odpowiada na pragnienia i tęsknoty mojego serca. Przed przyjazdem na zasłuchanie gdzieś w głębi serca czułam tęsknotę by Bóg powiedział do mnie „córko”, powiedział do mnie po imieniu.

W codzienności życia, choć szukam Jego obecności mam wrażenie, że jest to zasłonięte, jestem ślepa i inne sprawy wydzierają mi to z serca.

Zobaczyłam, że tak jak w brzemiennej Rebece walczył Ezaw i Jakub – dwa narody, tak we mnie toczy się walka. Jest część, która przyjmuje Boży plan i część, która gardzi nim, ucieka od niego, nie docenia go. Dochodzi do sytuacji, że gorzknieję, marudzę, narzekam, choć pozornie niczego mi nie brakuje... W takiej kondycji przyjechałam na zasłuchanie.

Zobaczyłam tam siebie w ślepym Izaaku, który nie dostrzega z początku Bożej interwencji. Mnie też Bóg cierpliwie przekonuje do tego co jest w życiu najważniejsze, co jest najlepszym planem. I nie muszę spinać się by stało się to wszystko już teraz, bo jestem w drodze.Usłyszałam to też we fragmencie Rz 5,1-5, że to z usprawiedliwienia, za darmo, przez wiarę zachowamy pokój z Bogiem. To było to czego mi brakowało – zobaczyć, że łaska Boża jest cenniejsza od złota- moich pożądliwości, pragnień, zachłanności.  O tym że dla mnie zostało już tylko błogosławieństwo i Duch Święty mówił mi fragment „A nadzieja zawieść nie może,ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego,który został nam dany.”

Dotknęło mnie też to, że drugie błogosławieństwo ofiarowane przez Izaaka Jakubowi było ważniejsze. Odkryłam w tym, że Bóg wypełnia braki ludzkiego błogosławieństwa w moim życiu, jeszcze mocniej swoim błogosławieństwem. Uświadomiłam sobie, że w krętej historii mojego życia potrzebna była wina i grzech by jeszcze „obficiej rozlała się łaska”

 

I na koniec to co przyszło w ostatniej chwili . Idąc ze starszym synem po błogosławieństwo końcowe przypomniałam sobie obraz z dzieciństwa – moją mamę trzymającą często swoje dłonie na moich ramionach gdy modliliśmy się w kościele. Przez Maryję, do której tyle wołała otrzymałam wielkie błogosławieństwo, które teraz przekazuję synowi. Chwała Bogu!


-------------------------------------------------------

 

Na adwentowe zasłuchanie w słowo Bóg przygotowywał mnie już przed wyjazdem udzielając mi najpierw błogosławieństwa podczas modlitwy Kościoła i osobiste błogosławieństwo kapłana. Zatroszczył się żebym dotarła do Wisełki i mogła usłyszeć, że On mi błogosławił i błogosławi za darmo i bezwarunkowo, że udziela mi swojego Ducha.

Słowo o Jakubie, Izaaku, Ezawie, Rebece pełne walki o dar błogosławieństwa poprowadziło mnie do spojrzenia na historię każdego z nich z osobna w relacji do Boga. Pozwoliło mi zobaczyć jak ważna jest moja relacja z Bogiem i codzienne wybory. Pozwoliło mi łagodniej spojrzeć na relacje w rodzinie przez które toczy się indywidualna historia Boga z człowiekiem .

Słowo zaprasza mnie do okazywanie miłosierdzia i błogosławieństwa. Ja wiem że Pan Bóg mi je pierwszy podarował.

Ania

-------------------------------------------------------

 

Adwentowe, rodzinne zasłuchanie w Słowo, Wisełka 6-8.12.2013 (Rdz 27-28)

Przyjdź Duchu Święty.

Przemień moją gorycz

W słodycz Twej łaski


Kiedy przekracza się próg 50-tki, to wzrok coraz bardziej słabnie. Bardzo często ludzie, dopiero w tym wieku zaczynają używać okularów. Stają się wtedy nieco nieporadni, zagubieni. Samo życie, naturalnie, uczy ich wtedy większej pokory.

Ten brak dobrego widzenia objawia się również w inny sposób. Jest właściwie brakiem możliwości dostrzeżenia, zrozumienia otaczającego nas świata . Świata który jest rzeczywistością kreowaną już przez kolejne pokolenie, pokolenie naszych dzieci.

Zaproponowane na ostatnim, adwentowym zasłuchaniu Słowo z Księgi Rodzaju , opisujące historię niewidzącego już  Izaaka , pragnącego przekazać swoje błogosławieństwo dorosłym synom stało mi się szybko bardzo bliskie. W trakcie modlitewnych rozważań z zamkniętymi oczyma ,bardzo realnie,  pojawiali mi się członkowie mojej Rodziny : moja  zatroskana Rebeka, dwóch synów  i  nasza córcia, którą wplotłem w rozważania - korzystając z poznanych metod manipulacji -  biblijnej Rebeki . Nawiasem mówiąc okazało się ,że brak widzenia – zamknięte oczy wyostrzyły jasność widzenia – naprawdę , bardzo konkretnie widziałem ich sylwetki i twarze !

Bardzo realnie, to nie znaczy ,że w ten sam sposób i w tym samym kontekście. Na przykład problem wyborów miedzy Ezawem  i Jakubem nie dotyczył moich synów ale raczej moich wewnętrznych,  wyborów między dobrem i złem. Wspólne  na pewno było szukanie sposobu właściwego przekazywania błogosławieństwa przeze mnie - Ojca, i moją żonę -  Matkę naszych  dzieci , naszym dzieciom, bez rozróżniania na to, które jest  ważniejsze i lepsze. Wszystkie przecież staramy się kochać tak samo  i w podobny sposób udzielać im naszego błogosławieństwa,  pomimo tego ,że nasze pokoleniowe światy są często tak rozbieżne . Wiemy również, że nasze rodzicielskie błogosławieństwo jest  jedynie przedłużeniem najważniejszego błogosławieństwa pochodzącego od Najwyższego.

Niezwykle istotne  w tym kontekście, było dla mnie , jedno z  wprowadzeń  ks. Piotra o rodzicach, którzy starają się według własnej jedynie modły uformować  dojrzałe już przecież dzieci i noszą często w sercach gorycz swoich niespełnionych planów w tym względzie. Od goryczy niespełnionych rodziców broń nas Panie !  – wołał  dobitnie i przejmująco do głębi ks. Piotr. Z zasłuchania wyjeżdżałem  z radością obdarowanego ojca swoimi dziećmi , w pełni przekonany o uwolnieniu z goryczy swojego niespełnienia.

Bogu niech będą dzięki !

Izaak

(nieco młodszy, jeszcze całkiem nieźle widzący przy pomocy okularów +1) :)

 

----------------------------------------

 

Wprowadzenie do Zasłuchania w Słowo
22 – 24 listopada 2013

 

 

 

W trakcie Sesji Zasłuchania w Słowo rozważana była przypowieść o siewcy.

 

Moje myśli, bardzo silnie skierowane były na opisane rodzaje gleb. Bardzo chciałam znaleźć odpowiedź, którą z nich jestem. Jednak nie mogłam jednoznacznie odpowiedzieć sobie na to pytanie, jednocześnie wzrastało we mnie uczucie niepokoju. Rozważając tekst poczułam silną chęć, aby podążyć dalej po tekstach Pisma Świętego. W ten sposób moje odczucia zostały, niemal natychmiast, sprecyzowane. Otwierając Pismo Święte w innym miejscu, odczytałam zwrot: „lękacie się”, tak, to było właśnie, to co czułam. Jednak, już w następnych wersach odczytałam słowa otuchy, nadziei, pociechy i wsparcia. Wiem, że Pan jest miłosierny i pozwala nam podnieść się z trudnych chwil. Wstąpiła we mnie wewnętrzna radość. Otrzymałam olbrzymi ładunek siły i radości. CHWAŁA PANU


--------------------------------------------------------------------------------

 

W trakcie sesji  Zasłuchania w Słowo rozważaliśmy przypowieść o siewcy. Mocno przykuło moją uwagę słowo ‘korzeń”.  Widząc roślinę, rzadko myślimy o jej korzeniu, który jest niewidoczny dla oka, brudny i brzydki, ale to właśnie dzięki niemu roślina żyje i wydaje owoc.  Choćbyśmy wycieli całą roślinę, odrodzi się, jeśli ma zdrowy korzeń. Korzeń morze czerpać z wielu źródeł. Zanieczyszczone bądź skażone powoli zabija roślinę. I tak samo jest z człowiekiem. W zależności gdzie zapuści korzeń i z jakiego źródła pije, komu zaufa, z czym się zwiąże taki wyda owoc. Przez wiele lat moja dusza powoli umierała bo nie wiedziała, że ze złego źródła pije. Prawie uschnąwszy zawołała do Ogrodnika i Ten przyszedł... Wyrwał i przesadził wraz z korzeniem. Bolało…  ale roślina wie, że uratował jej życie. Choć korzeń jeszcze poraniony i ze źródłem na stałe nie połączony, roślina ufa. Teraz dogląda jej sam Ogrodnik, który wie, że potrzebny jest czas, aby korzeń się przyjął, wzmocnił i pił, i pił, i pił… i to na zawsze.
Dusza moja śpiewa. Chwała Panu!

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Zasłuchanie w Słowo
Wisełka 18-20.10.2013


Zasłuchanie w Słowo z synem Abrahama, Izaakiem i jego żoną Rebeką dało mi porządną lekcje pokory. Pierwsze słowo jakie usłyszałem to ,,pokorna i długa’’ modlitwa,a w niej prośba do Boga o potomstwo. Uprzytomniłem sobie, że prosić Boga to nie modlitwa na jeden dzień, czy
miesiąc, ale trzeba mieć ,,wiarę’’  proszenia przez 20 lat.
Drugie Słowo, to ,,wybranie". Być wybranym. Okazuje się, że Bóg wybiera już w łonie matki. Co może nie jest dziwne, jednak wybór ten jest dla mnie samego dość przejmujący. ,,Będą dwa narody, starszy będzie służyć młodszemu …
Spotkanie ze słowem było obfite dla mnie i trzecie Słowo to pytania jakie mam i na które muszę dać odpowiedź, po tym jak postąpił Ezaw ze swoim pierworództwem. Co jestem w stanie zrobić będąc tylko znużonym, zmęczonym czy głodnym? Ile razy w życiu tak postąpiłem?

Witek

--------------------------------------------------------


Przyjechałam  na Zasłuchanie z „ciężkim sercem”. Z mocnym poczuciem własnego grzechu, słabości, bezradności wobec tego, że niektóre rzeczy „ciągle wracają”, że nie potrafię ich zmienić… Z żalem do Boga, że wciąż nie uzdrawia mojego serc a do końca, choć od lat o to proszę.
Wyjeżdżałam z poczuciem, że Bóg okazał mi swoje miłosierdzie. W Lectio Divina zaprowadził mnie do fragmentu, gdzie prorok opisuje grzechy, „obrzydliwości” Jerozolimy, które są jej WYBACZONE. Poczułam się głęboko dotknięta przez to Słowo. Bóg po raz kolejny przekonywał mnie: KOCHAM CIĘ, zawsze, niezależnie od tego z jakim grzechem się zmagasz, niezależnie od tego, co ty sama myślisz o sobie. Kocham Cię i chcę błogosławić Twoje życie… Przychodź do Mnie po błogosławieństwo codziennie…

Beata

 

--------------------------------------------------------


Pojechałam do Wisełki bo czułam wielkie przynaglenie serca i ogromna tęsknotę za Jezusem ukrytym w Tabernakulum.Czułam ze potrzebuje napełnić się Jego obecnością.Nie wiedziałam co mnie tak przynagla ale nie roztrząsałam tego. Wiedziałam że muszę tam być,że to czas dla mnie.Słowo o Jakubie i Ezawie.Bardzo szybko utożsamiłam się z Ezawem.Dzikość,pośpiech,pęd,pogoń-tak ostatnimi czasy wyglądało moje życie.Dla mnie osobiście Słowo które mnie dotknęło bardzo i było jak kubeł zimnej wody
brzmiało-"Czy jesteś wierna w modlitwie?Zostałaś wybrana-wiesz po co ,ale czy jesteś wierna Mi i modlitwie?"Od razu rozpoznałam swoje przynaglenie serca i cel swojego przyjazdu.Bóg przypomniał mi swój plan i moje zobowiązanie wobec wybraństwa i Niego samego.Kolejną wskazówką i radą było zdanie wypowiedziane przez ks.Piotra.Zdanie które wypowiedział Papież Franciszek-Dawajcie świadectwo a jak już musicie to odezwijcie się.Bezcenna rada dla mnie-upomnienie i wskazówka-od Jezusa dla
mnie.Wyjeżdżam z sercem spokojnym i z wdzięcznością za otwarcie moich oczu.Kocham Cię Jezu.

E.

--------------------------------------------------------


Każde Zasłuchanie jest czasem mojego bardzo osobistego  spotkania z Bogiem.  Przychodzi  On do mnie w ciszy .                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     Przystępując  do bycia  z Jego  Słowem  zawsze stawiam  wiele pytań.  W rozważanym fragmencie z Księgi Rodzaju 25, 19 - 34 podkreśliłam słowa, które  po pierwszym  przeczytaniu  były dla mnie ważne. Słowa  te to ,, walka’’, ,,czemu mnie się to przytrafia’’ i ,, lekceważenie danego  przywileju’’.  Próbowałam  odnieść je  do swojego życia . W moim sercu  toczy się często walka, bo nie zawsze umiem przyjąć dane mi doświadczenia  i jednocześnie i  otworzyć się na łaskę, której mi  Bóg udziela. Trudno  uwierzyć  mi, że właśnie mnie Bóg  nieustanie wybiera.

Historia Ezawa i Jakuba z Księgi Rodzaju  uczy mnie, że nic nie zależy od moich zasług i to Bóg daje mi łaskę. Czy potrafię o nią prosić i czy moja modlitwa jest wytrwała?  Czy chcę dzielić się  tym, co otrzymuję od Niego?

Jeśli nawet odpowiedzi  na postawione pytania nie zawsze są pozytywne, to i tak w moimi sercu jest ogromna radość. Wiem na pewno że,  BÓG KOCHA MNIE BEZWARUNKOWO i o Jego miłości muszę składać świadectwo wszędzie tam, gdzie On mnie posyła.

--------------------------------------------------------

 

Zatrzymały mnie słowa Ezawa: "Skoro niemal umieram z głodu, cóż mi po pierworodztwie?"
Jakieś pól roku temu byłam skłonna zrezygnować z mojego pierworodztwa. Głód moich pragnień przenikał mnie. Walczyłam z nim ale nastąpił taki moment, że byłam skłonna mu ustąpić. Na szczęście sytuacje poukładały się tak, że tak się nie stało. Wiem, że to nie moja zasługa. Myślę,że Jezus czuwał i nie pozwolił abym od Niego odstąpiła.
Dziękuję Mu za to ,że pokazał Mi jak cenne jest pierworodztwo. Jak ważna jestem dla Jezusa, że jestem wybrana, że Chrześcijaństwo to wielka SIŁA......no i na nowo moje serce rozpaliło się do wytrwałej modlitwy na wzór Izaaka.

Dziękuje Panu za czas rekolekcji i za jego SŁOWO.

Maja

--------------------------------------------------------

Usłyszałam

1. Smutek Rebeki dla której wypełniło się to, czego oczekiwała całe życie i co było jej nadzieją na lepsze życie. Jej pragnienie śmierci, gdy zrozumiała, że zaspokojenie pragnienia, nie daje jej tego co oczekiwała.

Zwrócenie się do Boga i poznanie tajemnicy Jego planu w jej życiu. Planu, który się wypełnia, niezależnie czy każdy, kogo wybiera i włącza Bóg, pozostaje wierny./p>

Wiara jak ziarno gorczycy wystarczy...

Adam

--------------------------------------------------


Słowo Boże jest żywe!

Po raz kolejny doświadczyłam, że spotkanie ze Słowem jest naprawdę spotkaniem z żywym Jezusem. Dzisiejszy fragment ŁK 17,5-10 o zgorszeniach, słabej wierze uczniów, którzy wołają „Panie przymnóż nam wiary” i apostołach, którzy mają „zrobić swoje%tego, ze pozwolił, aby były w nim jego własne niezaspokojone pragnienia. W chwili wyczerpania doprowadziły do tego, ze oddał, aby zaspokoić głód, jedyną rzecz, która była prawdziwie jego i była jego nadzieja i obietnicą - pierworodztwo.

3. Zauważyłam tez siebie, która nie chce słyszeć historii o ludziach pogubionych i nieszczęśliwych. Nie mam odwagi nazwać biedy, biedą i jej zobaczyć. Bo wydaje mi się, że jest niemożliwe, żeby Bóg patrzył na takie rzeczy. Wydaje mi się, że życiem chrześcijanina jest odwracanie oczu Boga od tego co nie jest doskonałe :-O

Chyba jest we mnie to z Ezawa, swoje wyobrażenia przekładam na Ojca i nazywam je Jego Wolą.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Wprowadzenie do Zasłuchania w Słowo

05 października 2013 - Świnoujście -Przytór

 

Idąc dzisiaj drogą Lectio Divina (ŁK 17, 5-10) odkryłem, że modląc się powinienem więcej prosić o wiarę niż o inne rzeczy. Wiara bowiem sprawi, że wszystko będę przeżywał inaczej – razem z Bogiem. Wierzyć to zgadzać się na swoją historię życia i na wszystko co przyjdzie, dziękując jednocześnie za wszystko.

Wiara jak ziarno gorczycy wystarczy...

Adam

--------------------------------------------------


Słowo Boże jest żywe!

Po raz kolejny doświadczyłam, że spotkanie ze Słowem jest naprawdę spotkaniem z żywym Jezusem. Dzisiejszy fragment ŁK 17,5-10 o zgorszeniach, słabej wierze uczniów, którzy wołają „Panie przymnóż nam wiary” i apostołach, którzy mają „zrobić swoje” jak słudzy i odejść, początkowo wydawał mi się mało spójny. Okazało się jednak, że jest streszczeniem i odpowiedzią na to co ostatnio przeżywałam. Przez przeciwności i zgorszenia czułam się pełna lęków, zwątpień i zniechęcenia. Tymczasem Chrystus mówi „to musi przyjść”. Nie powinnam koncentrować się na swoim przerażeniu ale pamiętać, że On zwyciężył świat. Ja też jak apostołowie czuję się za mała by dźwigać i nosić to co Bóg pozwala mi widzieć i doświadczać w innych, w sobie i w świecie. Przypomniał mi, że to On zbawia a ja jestem tylko narzędziem i nie mogę nazbyt martwić się o kondycję innych ale wszystko oddawać Jemu. Zobaczyłam też, że często staję przed Bogiem z moim pomysłem oczekując, że On zmieni moją rzeczywistość. Słowo przypomniało mi, że to nie ten kierunek. Są rzeczy, których nie zmienię, na które nie mam wpływu. Poczułam zaproszenie aby wołać o wiarę, gdy trudno mi przyjąć to co daje mi Bóg, by przyjąć z wiarą drogę, którą mnie w tym momencie prowadzi. Prosić o wiarę to dla mnie dzisiaj zrobić choć małą szczelinę dla Ducha Świętego. Jednocześnie dziękowałam za dobroć i cierpliwość Boga wobec mnie.

Ania

--------------------------------------------------


Gdy czytałam, że apostołowie prosili Pana o wiarę, wyobraziłam sobie, że robili to z dużą gorliwością i zapałem (tak jak Piotr, który chciał , aby Jezus w wieczerniku całego go obmył np), że bardzo im na tym zależało, aby tej wiary dostać więcej.

Myślę, że dlatego nalegali, bo poznali już jej smak i pragnęli więcej.

Wiary wcale nie w kontekście mocy, którą mogliby wyrzucać złe duchy, czego przed chwilą im się nie udało dokonać, i nie po to, aby być silniejszymi, bardziej "cudotwórczymi", ale wiary jako DOŚWIADCZENIA BOGA, życia w Jego Obecności, w bliskiej z Nim relacji.

Oni skosztowali już tej słodyczy,dotknęli jej,  wiedzieli jaką radość  to daje i jakim napełnia pokojem.

I może nie jest to najwłaściwsze rozumienie tego fragmentu, ale tą właśnie drogą prowadził mnie Jezus dziś.

Odczułam skierowaną do mnie Obietnicę wypełnienia mnie pokojem płynącym z Obecności Boga we mnie, życia w relacji z Nim, oddania Mu siebie i odnalezienia w tym na powrót szczęścia.

On mówi, że wszystko o co prosimy może być nam dane.

Może być dana także  i wiara i płynący z niej pokój; wiara silniejsza i większa niż możemy sobie wyobrazić, większa niż potrafili zapragnąć jej apostołowie, wiara, która morwę przesadza w morze, wiara niemożliwa do ogarnięcia.

-Modlitwa i post- na niektóre rzeczy jedyny ratunek.

-Pokorna służba codziennego dnia, bez oczekiwań na docenienie, wdzięczność i "dziękuję", bez własnej nawet satysfakcji z dobrego spełniania swej roli.

Bycie "tylko" nieużytecznym sługą, który jako narzędzie w ręku Pana, sam z siebie nic zupełnie nie może. Nie jest kreatorem i twórcą życia, planów i pomysłów, a tylko spełnia swą rolę.

Oto drogi, które prowadzą do wiary i pokoju. I czekać tylko po prostu...

I wciąż wracała do mnie pieśń: "Nic, nie musisz robić nic. Odpocznij we mnie. Czuj się bezpiecznie..." - Niezwiązane z tekstem dzisiejszym, ale wysłane specjalnie do mnie od Boga :)

Jezus, który zaprasza do odpoczynku w Jego ramionach, który przynosi pokój na rzeczy niespokojne we mnie dotąd jeszcze, który chce wszystko uciszyć i uleczyć to, co jeszcze nieuleczone do końca. Jezus któremu wreszcie pozwalam się przytulić i chowam się w Nim i wiem, że tu w końcu odpocznę i przestanę czuć trwogę.

W czasie Adoracji patrzyłam na Krzyż, który widziałam już wcześniej wiele razy. Zawsze był na nim Chrystus ukrzyżowany, z gwoździami w dłoniach.

Dziś był Jezus, który nie miał dłoni przybitych, ale rozciągnięte szeroko ramiona, którymi chciał mnie ogarnąć. Jego ręce były rozciągnięte do końca, tak, że nie można by ich już bardziej rozprostować , tak, jak bardziej nie można by już czekać na powrót człowieka do Boga. Tylko On mógł tak bardzo na mnie czekać.

I ja też tego pragnęłam, ale nie potrafiłam zaufać. Dziś On "wybiegł mi naprzeciw" .

Pragnę wolności największej, jedynej, która czyni człowieka szczęśliwym naprawdę.

Wolności w Bogu Jezusie Chrystusie. Należeć TYLKO DO NIEGO- to być prawdziwie wolnym.

Wolnym od siebie samego, swoich zgubnych pomysłów na życie, od zniewolenia swymi pragnieniami i namiętnościami.

Należeć TYLKO DO JEZUSA- to nie należeć do NIKOGO INNEGO, nie należeć do Złego, wyrzec się go i nie wchodzić w dialog z nim.

Tak, pragnę bardzo tej wolności, tej wiary i tego pokoju.

I na koniec jeszcze jeden prezent od Niego: " Nie bój się. Wierz tyko Jezusowi!"

Nie do wiary :), że w małej salce w Przytorze, na wprowadzeniu do Zasłuchania, słyszanym nie pierwszy raz, w ciągu jednego tylko dnia zostało przygotowane dla mnie tak wiele.

Dziękuję Panie :)

....."Proście a otrzymacie, aby radość wasza była pełna"......   :) :) :) :)


--------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

 

 

 

 

Wprowadzenie do Zasłuchania w Słowo

20-22 września 2013 - Szczecin Golęcino

 

świadectwo


Dziękuję za czas poświęcony Panu Bogu i przygotowane chwile ciszy, które mogłam poświęcić na rozmowę i bycie tylko z moim ukochanym Bogiem. Panie Jezu za chwile spędzone z Tobą na modlitwie dziękuję Tobie za miłość, której doświadczam w moim ukochanym mężu, moich dzieciach i moich najbliższych i wszystkich, których spotykam na swojej drodze. Po chwili spędzonej z Tobą dajesz mi pokój, cierpliwość, którymi karmię najbliższych. Dziękuję Mój ukochany Boże.

Zachęcam wszystkich, którzy się jeszcze zastanawiają, aby tu przyjechali i spędzili czas tylko dla  Jezusa z Jezusem.

Anita

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Czas Adwentowego Zasłuchania był dla mnie czasem ogromnego zmagania duchowego. Od początku, od pierwszego wieczoru we wprowadzeniu usłyszałam słowa o "tajemnicy nieprawości" i to mnie bardzo poruszyło. Ostatnie miesiące były dla mnie właśnie takim czasem nieprawości i strasznych ciemności, bardzo bolesny czas. Zasłuchanie pozwoliło mi ujrzeć prawdę o moim sercu i mojej relacji do Boga. Ale bez lęku i bez oskarżeń. Że moje życie nie jest tak naprawdę czekaniem na Jezusa tylko na człowieka, który w końcu mnie wyrwie z mojej samotności, że Pan szczególnie interweniuje, gdy właśnie wchodzę w grzech - bo domaga się mojego serca, jest Bogiem zazdrosnym nawet kiedy wcale nie mam na to ochoty i wolę trwać w grzechu byle by tylko doświadczyć trochę, jakby namiastki miłości i bliskości. On przychodzi i nakłuwa bolesne miejsca we mnie - wcale nie mam na to ochoty, ale TO ON MNIE WYBRAŁ, nie ja Jego. Bo ja w ostatnim czasie wcale Go nie wybierałam. Byłam gotowa wszystko oddać, by w zamian otrzymać ludzką miłość. Moje serce jest jeszcze pełne pretensji i niezadowolenia, ale On jest Bogiem zazdrosnym i tego doświadczam, to jest Jego interwencja, nie pozwoli bym trwała w śmierci, zawsze się o mnie upomni, czy tego chcę czy nie."

ja...




Słuchając Słowa...

... doświadczyłam Bożej obecności, miłości. To Bóg jest Panem miejsca i czasu, przychodzi, by przemieniać moje serce, myślenie i życie.

... było mi Je ciężko usłyszeć... Zobaczyłam, że naprawdę trudno mi słuchać. To ja mam zawsze na modlitwie dużo do powiedzenie Bogu..., ale Bóg jest dobry i przez to doświadczenie też mówił... Cały On - sieje rozrzutnie i na wszelkie sposoby.

... Bóg obnażył mnie z mojej słabości, a później uleczył. Nie musiałam nic robić, tylko słuchać, trwać, by poddać się Jego działaniu.

... przekonuję się coraz bardziej, że Bogu na mnie zależy.


Cisza i milczenie...

... pozwoliły mi usłyszeć siebie, cichy płacz zagłodzonej duszy.

... są dla mnie wytchnieniem, odpoczynkiem. To jest ten czas, kiedy On mówi czule do mojego serca.

... jest tym, czego brakuje mi na co dzień i za czym tak bardzo tęsknię.

... pomagają mi usłyszeć i zobaczyć samą siebie, swoje życie i obecność Boga w nim.

... demaskuje "skorupę" mojego serca.

... przeważnie mnie boli, ale tym razem była to łagodna cisza.

... jest dobrodziejstwem tych dni.

 

Przypowieść o siewcy...

... pokazała mi troskę Boga o plon, jaki chce zebrać z mojego życia.

... daje mi nadzieję, ze Bóg mówi niestrudzenie - nawet, kiedy ja nie słucham.

... to "historia" mówiąca o moim bogactwie wewnętrznym i zewnętrznym, jakie Bóg mi dał.

... uświadomiła mi, jak Jezus pragnie głębokich relacji z człowiekiem, ze mną, jak troszczy się o to i nieustannie "sieje" swoje Słowo,

by dotrzeć do mnie.

... droga wzrastania między słuchaniem, a zbieraniem owocu.

... pokazała mi, jak wiele jest we mnie samej do uzdrowienia, ale również jak wiele Bóg już uzdrowił. To mnie zaskoczyło.

... rodzi wdzięczność dla rozrzutności Boga, który nie przestaje siać, siać rozrzutnie - czy słucham, czy nie - On sieje, a Jego ziarno rośnie

i tak,i przemienia moje życie.

 

Ziarno...

... połknęłam, by we mnie kiełkowało.

... złożyłam w ziemi u stóp Maryi, żeby Ona pomogła mi w tym, co odkryłam w tym czasie o sobie, żeby mnie przeprowadziła

w obumieraniu w moich planach.

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Świadectwa z Wprowadzenia do Zasłuchania:

 

Pojechałam tam po raz pierwszy. Ktoś mnie namówił bo widział, że czytam sobie Pismo Święte.

Nie należę do żadnego ruchu katolickiego, nie jestem na zakręcie życiowym, no może za bardzo zamartwiam się codziennością, boję się co w pracy, o syna, o to, czy starczy do pierwszego.

Dałam się namówić, to tylko weekend i blisko. Pojechałam. 
Przywitały mnie uśmiechnięte siostry zakonne. Dały nam tekst z Pisma Świętego do rozważania na piątek i sobotę. Mieliśmy znaleźć zdanie, słowo, które nas, każdego z osobna jakoś tam porusza, trafia do nas. Od piątku wieczora zaczęliśmy pracować nad tekstem w milczeniu. 
I tak czytając tekst, pracując nad nim w samotności, ciszy zaczęły mi się nasuwać nurtujące mnie pytania, o moją wiarę (jej brak, strach przed Bogiem). Tutaj był spokój, który pozwalał zastanowić się nad sobą, nad moim stosunkiem do Boga...
Poprzez naukę sióstr, eucharystię w sobotę i niedzielę, podczas dzielenia się z innymi swoimi owocami spotkania ze Słowem, nawet w drodze powrotnej słyszałam (znajdowałam) odpowiedzi na moje pytania. To może brzmi dziwnie, ale tak. To Duch Święty mówił do mnie.

Warto pojechać, poświęcić weekend sobie. Tak, sobie – bo odpoczęłam, spotkałam wspaniałych ludzi  i mam nadzieję, że zasłuchałam się w Słowo na długo.

Warto.

Renata.  

 

"Może w gonitwie i pomieszaniu swojego życia gubisz sens i pytasz 'Po co to wszystko?' Może czegoś pragniesz, czegoś Ci brakuje, a sam nie wiesz dokładnie czego? Może chciałbyś na chwilę się zatrzymać, odpocząć, 'ogrzać' duszę a nie znajdujesz na to miejsca i czasu?
W 'Zasłuchaniu w Słowo' znalazłem odpowiedzi na te i podobne pytania, znalazłem odpowiednie miejsce i czas. To był czas spotkania z Miłującym Ojcem. Z Wyzwolicielem, który delikatnie a zarazem zdecydowanie zdjął kajdany z poranionych rąk. To był czas spotkania z Lekarzem, który opatrzył rany.
To był też czas, kiedy Siewca zasiał ziarno w poranione serce. I upewnił mnie, że czy śpimy czy czuwamy, ziarno wzrasta, aby w stosownym czasie wydać owoc.
Jeśli wahasz się, czy droga przez 'Zasłuchanie w Słowo' jest drogą dla Ciebie, to spróbuj. Ja spróbowałem i nie żałuję - mimo mnóstwa, czasem sprzecznych emocji. Uwierz, że tam możesz odzyskać wolność, bo nikt nie będzie stawiał Ci wymagań nie do spełnienia. Ani na siłę przymuszał Cię, byś szedł tą drogą. Zamiast tego spotkasz życzliwe i pełne ciepła siostry, mądrych kapłanów i zwykłych ludzi, którzy mimo swoich zranień będą pozdrawiać Cię uśmiechem.
Ja wiem już dziś, że będę tam częstym gościem. Bo choć minęło zaledwie parę godzin od zakończenia rekolekcji, już tęsknię za ciepłem Bożej
Miłości."